niedziela, 24 maja 2015

51.krokiety z kapuchą i pieczarkami oraz z mięsem mielonym i szpinakiem.

Złapałam chwilę czasu na szybką wizytę w domu. Między treningiem a treningiem (idzie lato - forma się musi zgadzać) postanowiłam odwiedzić rodziców i kuchnię, w której wszystko się zaczęło. Stwierdziłam, że grzechem byłoby nie wykorzystać chwili wolnego czasu na ugotowanie czegoś dobrego. Czaiłam się na to danie już od jakiegoś czasu i tym razem postawiłam na krokiety z dwoma farszami: kapuściano-pieczarkowym i szpinakowo-mięsnym.

składniki

farsz 1

kapusta kiszona - 250 g.
cebula - 1 duża szt.
pieczarki - 250 g.
olej - 2 łyżki do smażenia cebuli i pieczarek

farsz 2

mięso mielone - 250 g.
pieczarki - 250 g.
szpinak świeży - 200 g.
czosnek - 3 spore ząbki
olej - 2 łyżki do smażenia mięsa, pieczarek i szpinaku

ciasto na około 10 krokietów

mąka - 2 szklanki
jajka - 6 szt.
olej - 4 łyżki
mleko - 2 szklanka
woda - ewentualnie jeśli ciasto wychodzi zbyt gęste
sól - szczypta

panierka

jajka - 3 szt.
mleko - 2 łyżka
sól
ostra papryka w proszku
bułka tarta

Na samym początku zabrałam się za przygotowaniu farszów.

Do farszu 1 ugotowałam kapustę kiszoną w lekko osolonej wodzie z dodatkiem kostki rosołowej, tak aby kapusta trochę zmiękła. W międzyczasie obrałam cebulę i pokroiłam w kostkę. Wrzuciłam ją na rozgrzany olej i zeszkliłam na patelni. Pieczarki pokroiłam dość drobno i wrzuciłam do cebuli. Całość dusiłam na wolnym ogniu pod przykryciem przez około 10 minut.
Podgotowaną kapustę kiszona odcedziłam, połączyłam z resztą farszu i odstawiłam.


Przygotowanie farszu 2 rozpoczęłam od podsmażenia mięsa mielonego, które doprawiłam solą, pieprzem i przyprawą do mięsa mielonego. Kiedy mięso się podsmażyło i nabrało koloru, dorzuciłam do niego pokrojone drobno pieczarki. Całość delikatnie popieprzyłam i posoliłam a następnie dusiłam pod przykryciem na wolnym ogniu około 10 minut.

Mięso z pieczarkami ściągnęłam z patelni. Wrzuciłam na nią opłukane świeże liście szpinaku, do których dorzuciłam drobno pokrojone 3 ząbki czosnku. Szpinak delikatnie posoliłam i dusiłam na wolnym ogniu pod przykryciem około 5-7 minut, następnie dorzuciłam go do pozostałej części farszu i całość ze sobą wymieszałam.


Po przygotowaniu farszów zabrałam się za przygotowanie ciasta do krokietów. Wszystkie produkty będące składnikami ciasta wrzuciłam do miski i połączyłam w jedną masę za pomocą blendera. Najlepiej zrobić to mikserem, który postanowił się schować w otchłani kuchennych szafek tak, że nie mogłam go znaleźć. Co by nie było - blender sprawdził się w jego roli znakomicie.

Kiedy miałam już przygotowane farsze i ciasto to zabrałam się za formowanie krokietów. Na środek placka nakładałam farsz i formowałam krokieta zawijając boki placka do środka.

Po przygotowaniu krokietów przygotowałam panierkę. Na jednym dużym talerzu roztrzepałam 3 jajka z dwoma łyżkami mleka, solą i ostrą papryką a na drugi wysypałam bułkę tartą.

Każdy z przygotowanych krokietów najpierw namoczyłam z każdej strony w jajku a następnie obtoczyłam w bułce tartej.


Zostało już tylko usmażenie. Na patelnię nalałam spora ilość oleju, tak by krokiety smażyły się w średniej głębokości tłuszczu. Każdego krokieta smażyłam po około 2 minuty z każdej strony, dolewając oleju kiedy zachodziła taka potrzeba.

Gotowe, smacznego !

Krokiety wychodzą chrupiące i pyszne w smaku. Moja rodzinka i chłopak szczególnie upodobali sobie te szpinakowe i wiem na pewno, że będą przygotowywane jeszcze nie raz i nie dwa. Jak już mama chce brać przepis, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Może nie jest to super zdrowe i niskokaloryczne danie, jednak myślę, że od czasu do czasu na pewno nie zaszkodzi. Jak dla mnie idealny do krokietów jest barszcz czerwony, zarówno do tych kapuścianych jak i tych z mięsem. Pychota !


Spróbujcie przygotować sobie sami taki domowe krokiety - gwarantuję, że nie ma porównania z tymi kupnymi i na pewno nie będziecie żałować czasu, który spędziliście na ich przygotowaniu.

Zapraszam do komentowania, wyrażania opinii i polajkowania fanpage'a bloga na Facebooku, tak by nie ominęły Was nowe wpisy i moje kuchenne podboje.

Do usłyszenia niedługo ! :)


wtorek, 5 maja 2015

śniadaniowo zdrowo kolorowo.

Śniadanie jest tym  posiłkiem, którego nigdy nie powinniśmy sobie odpuszczać - uruchamia ono nasz metabolizm po nocnym spowolnieniu i odpoczynku. Najlepiej żeby było lekkie, zdrowe i pożywne.
Ja po dzisiejszym treningu zafundowałam sobie taką oto wyżerkę.


W końcu przyszło lato (a może to wiosna?) więc świeżych warzyw jest wszędzie pod dostatkiem, grzechem byłoby nie skorzystać. A ile kolorów pojawia się dzięki nim na talerzu ! Śniadanie tego typu nie sprawi, że będziemy czuli się ociężali i przejedzeni, wręcz przeciwnie - doda energii : >

A wy, co serwujecie sobie najczęściej na śniadanie ?

Jak zwykle, zapraszam do polubienia fanpage'a na facebooku i komentowania.

Do usłyszenia ! : *

niedziela, 3 maja 2015

majówkowe powroty.

wróciłam z majówkowego wypadu za miasto, a nawet trochę dalej.
Lipczynek - było najcudowniej i najchętniej nie wracałabym co najmniej przez najbliższy tydzień. niestety, jak zwykle, wszystko co dobre - szybko się kończy.
sezon grillowy oficjalnie uważam za otwarty !
teraz trzeba jakoś przetrwać najbliższe kilka dni i pojawią się Juwenalia ! : >
za swojej strony na pewno odwiedzę nie raz i nie dwa siłownię. od jakiegoś czasu staram się zadbać o siebie i swoją formę, a grupowe treningi, które organizowane są na siłowni zdecydowanie mi w tym pomagają. zapisywać można się online z tygodniowym wyprzedzeniem i dzięki temu jestem pewna, że zawsze czekać na mnie będzie miejsce na sali. Szczerze polecam jakąkolwiek aktywność fizyczną (chociaż niedawno nie miałam z nią prawie nic wspólnego), bo sama po sobie widzę ile to daje frajdy i jak się człowiek czuje, jak go na treningu wymęczą.
podejrzewam, że do juwenaliów gotowane nie będzie, bo po majówce zapas jedzenia od Mamy i Babci się zgadza, ale jak tylko się skończy, w mojej broniowej kuchni pojawi się kurczak i pikantna panierka.

a Wy, gdzie spędzaliście majówkę ?
gotowaliście coś smacznego ?
a może skusiliście się na otwarcie grillowego sezonu ?

udanego i smacznego tygodnia ! 


środa, 14 stycznia 2015

50. biała dama.

Długa nieobecność. Brak czasu. Brak laptopa.
Nowy rok. Nowy postanowienia. Brak laptopa.
Czysta karta. Mocna postanowienie poprawy.
Rok pod znakiem dalszych nauk pieczenia, gotowania.
Rok pod znakiem poczucia szczęścia i robienie tego co cieszy i zadowala mnie - nie innych.
Ciasto na dzień dobry.

Styczeń bez śniegu. Żal, ból, smutek i rozpacz.

Bez zbędnych tłumaczeń, usprawiedliwień, wstępów i prologów.
Zapraszam na ciasto !


składniki.

waniliowy serek homogenizowany - 500 g.
śmietana kremówka (30-35%) - 500 ml
cukier puder - 3/4 szklanki

żelatyna - 3 łyżki
gorąca woda - 150 ml
cukier waniliowy
puszka ananasów
rodzynki
torebka galaretki ananasowej
biszkopty - 1 opakowanie lub biszkopt jeden duży


Na początek rozpuszczamy żelatynę w gorącej wodzie. W momencie kiedy będziemy jej potrzebowali, powinna być już ostudzona.

Śmietanę kremówkę ubijamy na gładki, gęsty krem. Przez cały czas ubijania musimy zwracać uwagę na konsystencję śmietany - ubijana zbyt długo stanie się grudkowata i będzie źle łączyła się z pozostałymi składnikami.

Pod koniec miksowania dodać cukier puder, cukier waniliowy i serek waniliowy.

Następnie z masą dokładnie łączymy ostudzoną żelatynę.

Rodzynki namaczamy we wrzątku na około 5-10 minut, odsączamy. Kilka plasterków ananasa kroimy na mniejsze kawałki (kilka zostawiamy do wierzchniej warstwy ciasta). Rodzynki oraz  ananasa dodajemy do masy.

Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia.
Biszkopty namaczamy w mleku i wykładamy nimi spód tortownicy lub też wykładamy go jednym dużym biszkoptem.

Na biszkopty wylewamy przygotowaną wcześniej masę.

Galaretkę rozpuszczamy w połowie ilości wody zalecanej na opakowaniu i mieszamy z sokiem z ananasów. Wrzucamy do niej odrobinę rodzynek i resztę plastrów ananasa pokrojonych na mniejsze cząstki i wylewamy na masę. Można także wylać galaretkę i na niej układać wzorki z rodzynek i ananasa lub zrobić to na masie sernikowej i na koniec zalać galaretką.

Ciasto wkładamy do lodówki na kilka godzin, tak by całość stężała. Oczywiście wraz z koleżanką, która była degustatorem nie bardzo dotrzymałyśmy tego terminu. Po godzinie od wstawienia do lodówki ciasto wylądowało na talerzach.

Gotowe :) Smacznego !


Sernik wychodzi lekki i delikatny w smaku. Przygotowanie jak widać nie jest skomplikowane ani czasochłonne a naprawdę warto. W smaku jest delikatne, orzeźwiające i owocowe a środkowa warstw przypomina nieco ptasie mleczko.

Idealne dla wielbicieli serników i ciast owocowych. Oczywiście do jego przygotowania nie jest konieczne użycie ananasa i galaretki o tym smaku. Spokojnie można go zastąpić np. brzoskwiniami lub truskawkami.

Zachęcam do polubienia fanpage'a bloga na facebooku (odnośnik u góry strony po prawej stronie), tak abyście nie przegapili żadnego nowego przepisu, który się tu pojawi.

Zdjęcia póki co robione są tabletem, więc przepraszam za powalającą jakość :D

Zachęcam także do komentowania, wyrażania opinii oraz wypróbowania przepisów. Gwarantuję, że te które się tu znalazły, są tego warte ! : ))


Do usłyszenia już niedługo.
I promise.

.

środa, 20 sierpnia 2014

49. ryż z krewetkami.


Kiedyś bałam się gotować dla ludzi spoza mojego domu. Mama, Tata i siostra są odwiecznymi testerami mojej kuchni i oceniają i dają mi wskazówki od samego początku. Od czasu mojej przeprowadzki z akademika na mieszkanie również mój współlokator nie chodzi głodny i zawsze jak gotuje to dla nas dwóch. Jak do tej pory nie narzeka. Ostatnio właśnie pojawiła się okazja żeby zebrać u siebie paczkę znajomych, ugotować coś i wspólnie posiedzieć. Emily, Kinga, Ciasteczko - pozdrawiam ! :D

Uwierzcie mi, że nigdy się chyba tak nie denerwowałam przy gotowaniu. Po wszystkim na szczęście po raz kolejny wyszło na to, że strach ma wielkie oczy i jakieś tam tam jednak umiejętności kulinarne w sobie już wykształciłam odkąd prowadzę tego bloga.

Miło usłyszeć od znajomych, że coś tam się jednak w tej kuchni potrafi zrobić. Hitem wieczoru była jednak, znaleziona w krewetkach mrożonych kupionych w Piotrze i Pawle - płyta z szantami ! No nie mogliśmy uwierzyć, że do mrożonek wcisnęli płyty. Ale co szanty towarzyszyły nam przez cały wieczór to towarzyszyły. Towarzystwo się rozbujało : ))

A gotowane było tym razem danie szybkie i nieskomplikowane a jednocześnie dzięki owocom morza, odrobinę wytrawne. Zapraszam na ryż z krewetkami !


składniki.

krewetki koktajlowe - 250 gramów
ryż - 2 woreczki
masło - 3 łyżki
czosnek - 2 duże ząbki
cebula - 1 sztuka
pomidorki koktajlowe - kilka sztuk
natka pietruszki
sól
pieprz

Przygotowanie posiłku jest stosunkowo proste i szybkie.

Zaczynamy od tego, że zamrożone krewetki wrzucamy do miski i zalewamy zimną wodą. Kiedy lód się roztopi, krewetki płuczemy pod zimną wodą jeszcze 2-3 razy.


Wstawiamy wodę na ryż (solimy dopiero po wsypaniu ryżu). Nie wiem jak wy, ale ja ryżu w woreczkach nie gotuje. Woreczki rozcinam i wsypuje ryż bezpośrednio do wody. Stosunek ryżu do wody zawsze powinien wynosić 1:2 (woreczek ryżu to pół szklanki, więc do jego ugotowania potrzebuje szklanki wody). Ryż gotowany w ten sposób się nie rozgotuje, dobry jest w momencie kiedy wchłonie wodę znajdującą się w garnku. Polecam taki sposób gotowania ryżu i wszystkich kasz ! Po ugotowaniu ryż odcedzamy ( jeśli gotujecie go standardowo w woreczkach).


Cebulę kroimy na drobną kosteczkę a czosnek siekamy.



W garnku rozpuszczamy masło, kiedy się rozgrzeje dorzucamy czosnek i cebulę. Całość dusimy koło 10 minut, uważając żeby się nie przypaliło. Po tym czasie cebulka i czosnek powinny być uduszone i mięciutkie.



Kiedy udusi nam się cebule i czosnek, dorzucamy krewetki i dusimy koło 10 minut. Wszystko robimy na małym ogniu.

W między czasie kroimy pietruszkę i pomidorki koktajlowe (na połówki lub ćwiartki, według uznania).


Po około 10 minutach duszenia się krewetek do garnka dorzucamy ugotowany ryż. Całość solimy i pieprzymy do smaku oraz dorzucamy pomidorki koktajlowe. Dokładnie mieszamy i trzymamy na ogniu około 5 minut.


I gotowe ! nakładamy na talerze i posypujemy pietruszką czy też listkami świeżej bazylii.

Smacznego ! : ))


Jak to mam w zwyczaju, przypraw nie szczędzę, także mój ryż wyszedł stosunkowo pikantny, co mi osobiście bardzo pasowało. Całej reszcie głodomorów zresztą chyba też.

Lubicie czytać? Czytacie coś teraz? Ja jestem pożeraczem książek ! Nie mam chyba jakiegoś ulubionego gatunku literatury, chociaż najciekawsze są dla mnie kryminały i obyczajówki. Teraz natomiast zaczytana jestem w książce Teri Hatcher - "Spalony tost". To ta pani z Gotowych na wszystko i jej ponoć światowy bestseller. Czytaliście? Ja mam nadzieję skończyć na dzisiejszej nocce. Całkiem mi się widzą te filozoficzne rozważania nad własnym życiem. Wszystko opisane w sposób zabawny, z dystansem do siebie a jednocześnie inteligentny i zmuszający do zastanowienia się nad własnym życiem. Śmiało mogłabym polecić : ))


Żebym tak mogła żyć z czytania i gotowania. Byłabym najszczęśliwsza. Póki co pozostaje mi się cieszyć, że potrafię znaleźć chwilę czasu zarówno na jedno jak i drugie. Że cały czas nieprzerwanie i niezmiennie chcę się uczyć gotowania i poznawać nowe smaki ale i potrafię znaleźć dla siebie chwilę czasu, zrobić kawę, usiąść z książką i przenieść daleko daleko. To wszystko przynosi mi niezmierzoną radość !

Powracając do tego konkretnego przepisu - robi się naprawdę szybko, danie jest nieskomplikowane a bardzo smaczne. Idealne właśnie np. na odwiedziny znajomych. Z przepisu przygotowałam porcję dla 4 osób. 


Zapraszam do komentowania i dzielenia się tym jak wam poszło, jeśli skorzystaliście z przepisu i postanowiliście coś upichcić dla siebie i najbliższych. W prawym górnym rogu bloga znajduje się odnośnik do fanpage'a - jeśli chcielibyście być zawsze poinformowani o pojawiających się nowych przepisach.

Do usłyszenia ! : *

wtorek, 5 sierpnia 2014

48. penne z boczkiem.

Nie znoszę nocek w pracy ! No jak naprawdę swoją pracę lubię i zazwyczaj chodzę do niej a ochotą, tak nocek nie cierpię. Nie dość, że zazwyczaj nawału pracy nie ma i człowiek siedzi i czuwa do tej 7.00 rano i szuka sobie zajęcia, to jeszcze potem odsypiam pół dnia ( spanie z kolei wielbię ) no i pół dnia w przysłowiowej dupie. No a że jeszcze spanie w dzień to nie to samo co w nocy, to wstaje niekoniecznie wyspana i pełna energii. Ale tym razem kładąc się spać wiedziałam, że popołudniu kiedy wstanę, czeka mnie gotowanie, więc jak tylko otworzyłam oczy to na twarzy pojawił się uśmiech, wyspana się czułam jakbym z tydzień spała no i ruszyłam w moje skromne kuchenne progi.

Trzeci raz postawiłam na makaron. Mówię sobie : a coooooo : d do trzech razy sztuka, sposoby przyrządzania makarony poznać wypada, tym bardziej jak się jest taką zwolenniczką. No i poznałam kolejny. Makaronu przyrządzonego w taki sposób nie miałam okazji jeść, mimo tego, że nie jest to przyrządzenie jakieś wymyślne czy wytrawne. Po prostu zazwyczaj w domu przygotowuje się makaron jedną z tradycyjnych metod, jakieś carbonara czy bolognese. No chyba, że ktoś jest jakimś szefem kuchni albo ma full czasu i pieniędzy na wielkie eksperymenty.

No ale, póki co jestem biedną studentką w dodatku biegającą z uczelni do pracy. Czasu nie mam tyle ile bym chciała go przeznaczać na naukę gotowania i dzielenia się z wami moimi kuchennymi rewolucjami. Pieniędzy na produkty póki co starcza, więc nie narzekam. Kuchnie jest, sprzęty są, produkty są, chęci nauki gotowania kolejnego dania obecne, zapał i energia także, więc pozostaje się brać do roboty.


składniki.

makaron penne - 250 gramów
boczek wędzony - 300 gramów
przecier pomidorowy - 200 gramów
papryka czerwona - 1 sztuka
pomidor - 2 sztuki
czerwona cebula - 1 sztuka
czosnek - 2 ząbki
śmietana 12% - 3 łyżki
pesto zielone - 1 łyżka
oliwa
sól
pieprz
papryka ostra
parmezan i świeża bazylia (do ewentualnego posypania dania)

Wstawiamy wodę na makaron. Jak zacznie się gotować to makaron wsypujemy i solimy. Makaron gotujemy około 10 minut. Najlepiej, żeby udało się go ugotować al dente. Po ugotowaniu makaron odcedzamy.


Zabieramy się za przygotowanie sosu do makaronu.

Warzywa myjemy. W kostkę kroimy boczek, paprykę i cebulę.





Z pomidorów przed pokrojeniem musimy pozbyć się skórki, dlatego wkładamy je do miseczki i zalewamy na kilka minut wrzątkiem. Po takiej kąpieli nie będziemy mieć problemu, żeby pomidory zwyczajnie obrać. Po obraniu pomidory też kroimy w kostkę. Na drobne kawałeczki siekamy czosnek.



Na patelnię nalewamy odrobinę oliwy (jeżeli mamy tłusty boczek to w ogóle z tego rezygnujemy) i wrzucamy boczek. Boczek smażymy przez około 7 minut, tak żeby się ładnie przyrumienił.



Dodajemy czosnek i cebulę. Podsmażamy około 3-4 minut.


Następnie wrzucamy paprykę i pomidory, smażymy przez chwilę po czym dodajemy koncentrat i śmietanę.


Sos smażymy koło 10 minut, tak żeby składniki się dobrze połączyła a warzywa zmiękły. Doprawiamy pesto, solą, pieprzem i pikantną sproszkowaną papryką.


Cudowny, gęsty i aromatyczny sos gotowy : ))

Nakładamy na talerz makaron, polewamy sosem. Jeżeli mamy taką potrzebę to posypujemy parmezanem czy też ozdabiamy listkiem świeżej bazylii.

I gotowe ! Smacznego.



Przy poprzednim poście zachwycałam się sosem. Skoro wtedy się zachwycałam to nie wiem co mam teraz napisać. Sos wyszedł naprawdę przepyszny, miał głęboki smak i był gęsty i strasznie aromatyczny. Dodałam sporo papryki sproszkowanej, więc był też dosyć pikantny.

Z tak prostych produktów wyszło coś naprawdę pysznego. Porcja sosu starcza dla 3-5 osób.


Obiad zrobiony to można zajadać a przy okazji i np. poczytać.
Lubicie czytać ? Ja uwielbiam. Jest to moja kolejna największa pasja zaraz po gotowaniu. Aczkolwiek z książek kucharskich nie korzystam. Lubie książki do 'czytania'. Lubię się zagłębiać w historie i łapać na tym, że jestem wśród bohaterów książki i w ich świecie. Ile historii można poznać, w ilu światach się znaleźć, ile stron przełożyć i godzin spędzić nad książką - magia !


 

Po raz kolejny zachęcam do polubienia fanpage'a bloga na Facebooku (odnośnik u góry bloga), a wasze komentarze i opinie są zawsze bardzo mile widziane. Bardzo ! : )


Do usłyszenia ! : *

poniedziałek, 28 lipca 2014

47. czerwone spaghetti.

Jak na pierwszym roku studiów poczułam wolność i jeździłam do domu jak najrzadziej mogłam, tak teraz najchętniej rzuciłabym wszystko i wróciła na stałe. Gdyby tylko to moje Świecie było większe i dawało jakiekolwiek perspektywy ... 

Ale, że nadeszły 3 dni wolne od pracy to to z największym uśmiechem na świecie wsiadłam w autobus i kierunek - dom ! Nie, nie wakacje nad morzem ze znajomymi, tylko dom. Nieważne, że przez 2 godziny trzeba jechać autobusem bez klimy, gdzie człowiek w taką pogodę klei się od samego siedzenia, o grupowym zapachu letniej świeżości nie wspominając. To wszystko nie ważne. Ważne, że w końcu dojadę do tej swojej mieścinki i będę mogła spędzić czas z najbliższymi. No nie ma dla mnie szczęśliwszych chwil. A jeszcze jak mogę im pogotować w kuchni towarzyszącej moim początkom na arenie kulinarnych podbojów to już w ogóle radość najbardziej : ))

No i w tej kuchni szczęśliwie się znalazłam. A że byłam sama z mamą w domu, bo reszta famili wyjechała, a obie jesteśmy fankami makaronów, to na obiad postanowiłam dla nas przygotować coś z klasyki, ale takiej nie do końca. Wybór padł na czerwone spaghetti na bazie soku pomidorowego.

Sok pomidorowy jest dla mnie jako sam napój najgorszy ! No próbowałam się przekonać nie raz i nie dwa, ale no nie idzie. Soliłam, pieprzyłam ale nie ma bata - odpada. Ale ! Stwierdziłam, że nie ma zabawy bez ryzyka i że połączenie składników z tego przepisu może wyjść całkiem smacznie i tak, przygotuje makaron na soku pomidorowym. Nie powiem, że bez obaw, ale zabrałam się do roboty. Co z tego wyszło i czy było warto ? To już później.


składniki.

makaron spaghetti - pół paczki
mięso mielone (wieprzowo-wołowe) - 500 gramów
cebula - 2 średnie sztuki
pieczarki - 300 gramów
sok pomidorowy - 1 litr
fix do spaghetti bolognese
czosnek - 2 ząbki
vegeta - 2.5 łyżeczki
ostra papryka - 3 łyżeczki
olej

Cebulę kroimy w kostkę.


Pieczarki myjemy, jeżeli jest taka potrzeba to czyścimy, kroimy na pół i w cienkie plasterki.




Na patelnię wlewamy odrobinę oleju i kiedy nabierze odpowiedniej temperatury, wrzucamy cebulę i pieczarki. Podsmażamy warzywa koło 5-7 minut.


Na patelnię dorzucamy mięso mielone oraz posiekany jeden ząbek czosnku.


Całość podsmażamy około 15 minut od czasu do czasu mieszając, tak aby składniki się połączyły i przeszły wzajemnym smakiem.


Następnie na patelnię wlewamy sok pomidorowy, wsypujemy fix, wrzucamy ząbek czosnku i doprawiamy ostrą papryką i vegetą. Całość trzeba przemieszać i trzymać na patelni do momentu zagotowania się sosu.


W międzyczasie gotujemy makaron spaghetti. Wodę solimy dopiero w momencie wrzucenia makaronu. Najlepiej żeby makaron ugotowany był al dente, czyli nie za miękki nie za twardy.



Makaron nakładamy na talerz i polewamy sosem.

Gotowe ! Smacznego : ))


Nigdy w życiu nie jadłam bardziej pomidorowego i aromatycznego, pachnącego i smakującego Włochami sosu. Ja wiem, że te składniki i szybki przepis może nie sprawiają wrażenia, że taki jest efekt końcowy, ale mówię wam, jak soku pomidorowego nie cierpię, tak przy wykorzystaniu go jako bazy sosu do makaronu - potrafi zdziałać cuda ! Nie wiem jak to się dzieje, nie wiem co on takiego w sobie ma, ale z ręką na sercu - pokochałam go !


Jak do tej pory jest to chyba najlepszy sos jaki zrobiłam i na pewno jeszcze nie raz zagości w mojej kuchni. Tym bardziej cieszę się, że okazał się taką rewelacją, bo obiad robiłam dla siebie i dla mojej Mamy, która jest smakoszką makronów z przeróżnymi sosami i bardzo chciałam, żeby jej smakowało. No i udało się.


Przy takich domowych wizytach zawsze sobie uświadamiam jak bardzo tęsknie za domem i za rodziną. Strasznie nie lubię, kiedy nadchodzi moment, że muszę wyjeżdżać i zawsze wyczekuje i wyglądam okazji żeby znów móc odwiedzić rodzinne strony, z których kiedyś tak bardzo chciałam uciec.
Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.


Zachęcam do komentowania, sprawdzania przepisów w własnych kuchniach i dzielenia się własnymi wrażeniami smakowymi. Namawiam także do polubienia fanpage'a bloga na FB (odnośnik na górze bloga po prawej stronie). Zawsze będziecie wiedzieć, kiedy pojawi się na blogu moja kolejna nauka gotowania i kuchenne podboje.

A w kolejnym odcinku kolejne makarony. Do trzech razy sztuka : ))

Do usłyszenia ! : *