Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikantne.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikantne.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2015

58.kurczak w tempurze i sos koperkowo-chrzanowy.

Ostatnio więcej czasu spędzam w pracy niż w domu, mimo wakacji. Nie żebym narzekała, bo sama chciałam sobie w wakacje dorobić i wzięłam drugi etat, ale żebym mogła, to częściej znajdywałabym czas na spokojne obejrzenie filmy, poczytanie książki pod ulubioną herbatę czy upichcenie czegoś w kuchni, która stoi pusta i aż się o to prosi. Mimo, że pogoda nie rozpieszcza (skąd te burze, grady i nawałnice ?!), to jednak są wakacje i miło czasami poczuć, że się najzwyczajniej w świecie odpoczywa i robi to, na co ma się ochotę. Doczekałam się wolnego dnia (nocka w pracy, za dobrze być nie może) i postanowiłam, że przygotuję sobie smaczny obiad i spróbuję czegoś, czego jeszcze nie próbowałam - tempury. Tak więc tym razem moje kubki smakowe rozpieszcza kurczak w tempurze, do którego podałam pieczone ziemniaki z sosem koperkowo-chrzanowym i szpinak.

składniki - kurczak w tempurze

2 filety z piersi kurczaka
ulubione przyprawy do piersi kurczaka

jajko
szklanka wody
5 łyżek mąki pszennej
5 łyżek mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

składniki - sos koperkowo-chrzanowy

2 małe kubeczki jogurtu naturalnego
2 łyżki majonezu
2 łyżeczki chrzanu
sól, pieprz, cukier
pęczek koperku


Zaczynamy od przygotowania ziemniaków, bo pieką się one około godziny.Ziemniaki dokładnie myjemy i kroimy na małe kawałki. Do dużejmiski wlewmy odrobinę oliwy/oleju i dorzucamy ulubione przyprawy. Wrzucamy ziemniaki i dokładanie obtaczamy. Na blachę wykładamy papier dopieczenia, wysypujemy na niego nasze ziemniaczki. Pieczemy około godziny w temperaturze 200 stopni.



Następnie robimy sos koperkowo-chrzanowy. Wystarczy posiekać koperek i wymieszać dokładnie z wszystkimi potrzebnymi do przygotowania sosu składnikami.

Zabieramy się za przygotowanie tempury. W misce ubijamy jajko ze szklanką lodowatej wody. Powoli dodajemy obie mąki i proszek do pieczenia. Uzyskać powinniśmy jednolitą i gładką masę pozbawioną grudek.



Filet z kurczaka pozbawiamy wszelkich zbędnych kawałków otłuszczenia i żyłek ikroimy w sporą kostkę. Natępnie przyprawiamy według uznania.


Na patelnię wylewamy sporą ilość tłuszczu. Każdy kawałek kurczaka maczamy w tempurze a następnie wrzucamy na olej i smażymy, aż tempura stanie się chrupką skorpuką.

Wszystkie części dania skladamy na talerzu w człość.
Smacznego ! :)



Dawno nie robiłam (sama dla siebie to chyba nigdy) obiadu składającego się z tylu elementów. Wyszło fajnie, ciekawie i bardzo smacznie. Doprawiłam i kurczaka i ziemniaki między innymi ostrą papryką, więc moja wersja wyszła dość pikantna. W sosie wyraźnie można wyczuć nutą chrzanową a koperek idelnie go uzupełnia. Najadłam się jak szalona :) Moim zdaniem szpinak był tu idelanym dodatkiem. Polecam sprawdzić i przygotować samemu.

Zachęcam do polubienia fanpagea bloga na Facebooku, komentowania i wyrażania opinii. Przede wszystkim jednak zapraszam do wypróbowania przepisów i pochwalenia się jak poszło.

Do usłysznia nieługo ! :)

wtorek, 21 lipca 2015

56.zupa cygańska

A dziś się cieszę, bo odwiedza mnie familia. Co prawda, niestety nie cała, ale przynajmniej mam dla kogo coś ugotować i nie będę znów sama pochłaniać tego, co przygotuję. W odwiedziny przyjeżdża do mnie tata i siostra. Dostałam misję zrobienia czegoś na obiad. Tata co prawda za zupami chyba nie przepada, będzie się musiał przekonać. Mam nadzieje, że to postanowiłam ugotować zasmakuje i wszyscy będą smacznie najedzeni. Tak więc, na rodzinne odwiedziny zabrałam się za przygotowanie zupy cygańskiej.

składniki

3 kostki rosołowe do przygotowania półtorej litra wywaru
2 czerowne papryki
około 10 średniejwielkości ziemniaków
puszka kukurydzy
25 dkg. wędzonej szynki (np. ogonówki)
200 g śmietany 12%
1 duża cebula
3 łyżki koncentratu pomidorowego
olej
1-2 łyżki mąki do zagęszczenia zupy
majeranek
ostra papryka
sól / pieprz

Cebulę i paprykę pokroiłam w kostkę i podsmażyłam na oleju. Zalałam odrobiną wywaru przygotowanego z 3 kostek rosołowcych (niestety brak czasu na przygotowanie wywaru tak jak powinno się to robić). Poddusiłam pod przykrycim na wolnym ogniu około 10 minut.


 Ziemniaki obrałam i pokroiłam w kostkę a nastęnie podgotowałam w pozostałej części wywaru. Kiedy ziemniaki nabierają miękkośći, dodajemy cebulę z papryką, kukurydzę, pokrojoną w krótkie paski szynkę i koncentrat pomidorowy.



W śmietanie rozmieszałam dobrze 1.5 łyżki mąki, uważając, by nie powstały grudki. Masę wlałamdozupy, którą szybko mieszałam, by śmietana się nie zważyła. Na koniec zupę doprawiłam 2 łyżeczkami majeranku, solą, pieprzem i sporą ilością pikantnej papryki w proszku.


Zupa gotowa, smacznego ! :>

Zupa jest prze-py-szna ! Delikatnie słodka od kukurydzy, pikantnie doprawiona, rozgrzewająca z wyraźnie wyczuwalnym aromatem wędzonki. Osobiście jestem zachwycona i zauroczona tym smakiem. Do tego jest gęsta i sycąca - zjadłam jedną niedużą miseczkę i byłam najedzona na pół dnia. Rodzice również samkowała i zjedli wszystko do ostatniej łyżki. Pogoda nie zachwycała, więc taka rozgrzewająca zupa była idealna.



Jestem przekonana, że jeszcze nie raz i nie dwa przygotuje sobie garnek tej zupy, który dla mnie samej starczy spokojnie na 4-5 obiadów.

Zapraszam do komentowania i polubienia fanpage'a bloga na Facebooku, tak by nie ominęły Was żadne nowe posty - odnośnik znajduje się na górze bloga po lewej stronie :>

Do usłyszenia niedługo !
Samych smaczności. :)


środa, 1 lipca 2015

54.zupa meksykańska.

Sesja zdana. Wakacje <3
Plan jest taki żeby czytać do oporu, oglądać filmy do oporu, jeździć na rowerowe wycieczki i gotować ile się da. Życie jest piękne.

Mogłabym codziennie jeść na obiad zupę. Poważnie, mogłabym odstawić te wszystkie schabowe, zrazy, pieczenie i inne bitki, a zamiast tego dostawać na obiad talerz ciepłej zupy. pychaaaaaa ! (no, poza czerniną, bo do tej się przełamać nie mogę). Skoro nikt mi pod nos nie podstawia i obiad w domu nie czeka, postanowiłam, że sama sobie sprawię przyjemność i ugotuję gar pysznej zupy co by było na dni kilka. Przy okazji zaprosiłam przyjaciółkę na spróbowanie moich kulinarnych zupowych podbojów. Postawiłam nie na tradycyjną domową ogórkową, pomidorową czy babciny rosół. Na moim stole zagościła pikantnie-pyszna zupa meksykańska.

składniki

wołowina - 70 dkg
1 puszka kukurydzy
1 puszka czerwonej fasoli
1 puszka soi (lub zastępczo druga puszka czerwonej fasoli)
cebula - 2 średnie sztuki
sól / pieprz
ostra papryka w proszku
sos tabasco
ulubiona mieszanka ziół (świeżych lub suszonych)
przecier pomidorowy - 190 g
bulion wołowy lub warzywny - 1 litr
olej do podsmażenia mięsa
wybrane przyprawy do doprawienia mięsa

Wołowinę pokroiłam w kostkę, przyprawiłam i podsmażyłam na rozgrzanym oleju. Pamiętajcie, że wołowinę solimy dopiero po przyrządzeniu, wtedy jest najsmaczniejsza. Mięso przełożyłam do osobnego garnka, w którym gotowałam zupę.


Cebule pokroiłam w kostkę, zeszkliłam na patelni i dodałam do mięsa. Ponieważ nie miałam przygotowanego wywaru (swoją drogą trzeba kiedyś zrobić na zapas), rozpuściłam 2 kostki rosołowe warzywne w litrze gorącej wody i bulionem zalałam mięso z cebulą. Doprawiłam solą i pieprzem a następnie pod przykryciem około 15 minut, do uzyskania miękkości. W końcowej fazie duszenia dodałam mieszankę ulubionych ziół. Następnie do garnka dodałam odsączoną kukurydzę i 2 puszki fasoli (nie mogłam nigdzie dostać soi). Fasolę dodatkowo przelałam na sitku zimną wodą. Całość dusiłam pod przykryciem około 10 minut i dodałam koncentrat pomidorowy. Zupę doprawiłam ostrą papryką w proszku i sosem tabasco. Posypałam koperkiem.

I gotowe !


Zupa wyszła naprawdę pyszna, pikantna w sam raz i sycąca. Obie z przyjaciółką zjadłyśmy z ochotą i apetytem po miseczce zupy i zostało mi jeszcze na 2-3 obiady. Wychodzi jej całkiem sporo. W sumie poza barszczem, na który przepis również znajduje się na blogu, jest to jedna zupa jaką robiłam od początku do końca i tak samo jak poprzednio, mówiąc nieskromnie, wyszło pierwsza klasa :)

Przygotowanie zupy to nic trudnego, wszystko w odpowiedniej kolejności wrzucamy do garnka i robi się w sumie samo. Polecam spróbować zrobić samemu, gwarantuję pyszny obiad !

Zachęcam do polubienie fanpage'a bloga na Facebooku (odnośnik u góry po lewej stronie), komentowania i wyrażania opinii. Z przyjemnością przeczytam też wasze zastrzeżenia i spostrzeżenia po tym, jak postanowicie samodzielnie ugotować to, co proponuję.

Smacznego tygodnia i do usłyszenia niedługo !




środa, 20 sierpnia 2014

49. ryż z krewetkami.


Kiedyś bałam się gotować dla ludzi spoza mojego domu. Mama, Tata i siostra są odwiecznymi testerami mojej kuchni i oceniają i dają mi wskazówki od samego początku. Od czasu mojej przeprowadzki z akademika na mieszkanie również mój współlokator nie chodzi głodny i zawsze jak gotuje to dla nas dwóch. Jak do tej pory nie narzeka. Ostatnio właśnie pojawiła się okazja żeby zebrać u siebie paczkę znajomych, ugotować coś i wspólnie posiedzieć. Emily, Kinga, Ciasteczko - pozdrawiam ! :D

Uwierzcie mi, że nigdy się chyba tak nie denerwowałam przy gotowaniu. Po wszystkim na szczęście po raz kolejny wyszło na to, że strach ma wielkie oczy i jakieś tam tam jednak umiejętności kulinarne w sobie już wykształciłam odkąd prowadzę tego bloga.

Miło usłyszeć od znajomych, że coś tam się jednak w tej kuchni potrafi zrobić. Hitem wieczoru była jednak, znaleziona w krewetkach mrożonych kupionych w Piotrze i Pawle - płyta z szantami ! No nie mogliśmy uwierzyć, że do mrożonek wcisnęli płyty. Ale co szanty towarzyszyły nam przez cały wieczór to towarzyszyły. Towarzystwo się rozbujało : ))

A gotowane było tym razem danie szybkie i nieskomplikowane a jednocześnie dzięki owocom morza, odrobinę wytrawne. Zapraszam na ryż z krewetkami !


składniki.

krewetki koktajlowe - 250 gramów
ryż - 2 woreczki
masło - 3 łyżki
czosnek - 2 duże ząbki
cebula - 1 sztuka
pomidorki koktajlowe - kilka sztuk
natka pietruszki
sól
pieprz

Przygotowanie posiłku jest stosunkowo proste i szybkie.

Zaczynamy od tego, że zamrożone krewetki wrzucamy do miski i zalewamy zimną wodą. Kiedy lód się roztopi, krewetki płuczemy pod zimną wodą jeszcze 2-3 razy.


Wstawiamy wodę na ryż (solimy dopiero po wsypaniu ryżu). Nie wiem jak wy, ale ja ryżu w woreczkach nie gotuje. Woreczki rozcinam i wsypuje ryż bezpośrednio do wody. Stosunek ryżu do wody zawsze powinien wynosić 1:2 (woreczek ryżu to pół szklanki, więc do jego ugotowania potrzebuje szklanki wody). Ryż gotowany w ten sposób się nie rozgotuje, dobry jest w momencie kiedy wchłonie wodę znajdującą się w garnku. Polecam taki sposób gotowania ryżu i wszystkich kasz ! Po ugotowaniu ryż odcedzamy ( jeśli gotujecie go standardowo w woreczkach).


Cebulę kroimy na drobną kosteczkę a czosnek siekamy.



W garnku rozpuszczamy masło, kiedy się rozgrzeje dorzucamy czosnek i cebulę. Całość dusimy koło 10 minut, uważając żeby się nie przypaliło. Po tym czasie cebulka i czosnek powinny być uduszone i mięciutkie.



Kiedy udusi nam się cebule i czosnek, dorzucamy krewetki i dusimy koło 10 minut. Wszystko robimy na małym ogniu.

W między czasie kroimy pietruszkę i pomidorki koktajlowe (na połówki lub ćwiartki, według uznania).


Po około 10 minutach duszenia się krewetek do garnka dorzucamy ugotowany ryż. Całość solimy i pieprzymy do smaku oraz dorzucamy pomidorki koktajlowe. Dokładnie mieszamy i trzymamy na ogniu około 5 minut.


I gotowe ! nakładamy na talerze i posypujemy pietruszką czy też listkami świeżej bazylii.

Smacznego ! : ))


Jak to mam w zwyczaju, przypraw nie szczędzę, także mój ryż wyszedł stosunkowo pikantny, co mi osobiście bardzo pasowało. Całej reszcie głodomorów zresztą chyba też.

Lubicie czytać? Czytacie coś teraz? Ja jestem pożeraczem książek ! Nie mam chyba jakiegoś ulubionego gatunku literatury, chociaż najciekawsze są dla mnie kryminały i obyczajówki. Teraz natomiast zaczytana jestem w książce Teri Hatcher - "Spalony tost". To ta pani z Gotowych na wszystko i jej ponoć światowy bestseller. Czytaliście? Ja mam nadzieję skończyć na dzisiejszej nocce. Całkiem mi się widzą te filozoficzne rozważania nad własnym życiem. Wszystko opisane w sposób zabawny, z dystansem do siebie a jednocześnie inteligentny i zmuszający do zastanowienia się nad własnym życiem. Śmiało mogłabym polecić : ))


Żebym tak mogła żyć z czytania i gotowania. Byłabym najszczęśliwsza. Póki co pozostaje mi się cieszyć, że potrafię znaleźć chwilę czasu zarówno na jedno jak i drugie. Że cały czas nieprzerwanie i niezmiennie chcę się uczyć gotowania i poznawać nowe smaki ale i potrafię znaleźć dla siebie chwilę czasu, zrobić kawę, usiąść z książką i przenieść daleko daleko. To wszystko przynosi mi niezmierzoną radość !

Powracając do tego konkretnego przepisu - robi się naprawdę szybko, danie jest nieskomplikowane a bardzo smaczne. Idealne właśnie np. na odwiedziny znajomych. Z przepisu przygotowałam porcję dla 4 osób. 


Zapraszam do komentowania i dzielenia się tym jak wam poszło, jeśli skorzystaliście z przepisu i postanowiliście coś upichcić dla siebie i najbliższych. W prawym górnym rogu bloga znajduje się odnośnik do fanpage'a - jeśli chcielibyście być zawsze poinformowani o pojawiających się nowych przepisach.

Do usłyszenia ! : *

wtorek, 5 sierpnia 2014

48. penne z boczkiem.

Nie znoszę nocek w pracy ! No jak naprawdę swoją pracę lubię i zazwyczaj chodzę do niej a ochotą, tak nocek nie cierpię. Nie dość, że zazwyczaj nawału pracy nie ma i człowiek siedzi i czuwa do tej 7.00 rano i szuka sobie zajęcia, to jeszcze potem odsypiam pół dnia ( spanie z kolei wielbię ) no i pół dnia w przysłowiowej dupie. No a że jeszcze spanie w dzień to nie to samo co w nocy, to wstaje niekoniecznie wyspana i pełna energii. Ale tym razem kładąc się spać wiedziałam, że popołudniu kiedy wstanę, czeka mnie gotowanie, więc jak tylko otworzyłam oczy to na twarzy pojawił się uśmiech, wyspana się czułam jakbym z tydzień spała no i ruszyłam w moje skromne kuchenne progi.

Trzeci raz postawiłam na makaron. Mówię sobie : a coooooo : d do trzech razy sztuka, sposoby przyrządzania makarony poznać wypada, tym bardziej jak się jest taką zwolenniczką. No i poznałam kolejny. Makaronu przyrządzonego w taki sposób nie miałam okazji jeść, mimo tego, że nie jest to przyrządzenie jakieś wymyślne czy wytrawne. Po prostu zazwyczaj w domu przygotowuje się makaron jedną z tradycyjnych metod, jakieś carbonara czy bolognese. No chyba, że ktoś jest jakimś szefem kuchni albo ma full czasu i pieniędzy na wielkie eksperymenty.

No ale, póki co jestem biedną studentką w dodatku biegającą z uczelni do pracy. Czasu nie mam tyle ile bym chciała go przeznaczać na naukę gotowania i dzielenia się z wami moimi kuchennymi rewolucjami. Pieniędzy na produkty póki co starcza, więc nie narzekam. Kuchnie jest, sprzęty są, produkty są, chęci nauki gotowania kolejnego dania obecne, zapał i energia także, więc pozostaje się brać do roboty.


składniki.

makaron penne - 250 gramów
boczek wędzony - 300 gramów
przecier pomidorowy - 200 gramów
papryka czerwona - 1 sztuka
pomidor - 2 sztuki
czerwona cebula - 1 sztuka
czosnek - 2 ząbki
śmietana 12% - 3 łyżki
pesto zielone - 1 łyżka
oliwa
sól
pieprz
papryka ostra
parmezan i świeża bazylia (do ewentualnego posypania dania)

Wstawiamy wodę na makaron. Jak zacznie się gotować to makaron wsypujemy i solimy. Makaron gotujemy około 10 minut. Najlepiej, żeby udało się go ugotować al dente. Po ugotowaniu makaron odcedzamy.


Zabieramy się za przygotowanie sosu do makaronu.

Warzywa myjemy. W kostkę kroimy boczek, paprykę i cebulę.





Z pomidorów przed pokrojeniem musimy pozbyć się skórki, dlatego wkładamy je do miseczki i zalewamy na kilka minut wrzątkiem. Po takiej kąpieli nie będziemy mieć problemu, żeby pomidory zwyczajnie obrać. Po obraniu pomidory też kroimy w kostkę. Na drobne kawałeczki siekamy czosnek.



Na patelnię nalewamy odrobinę oliwy (jeżeli mamy tłusty boczek to w ogóle z tego rezygnujemy) i wrzucamy boczek. Boczek smażymy przez około 7 minut, tak żeby się ładnie przyrumienił.



Dodajemy czosnek i cebulę. Podsmażamy około 3-4 minut.


Następnie wrzucamy paprykę i pomidory, smażymy przez chwilę po czym dodajemy koncentrat i śmietanę.


Sos smażymy koło 10 minut, tak żeby składniki się dobrze połączyła a warzywa zmiękły. Doprawiamy pesto, solą, pieprzem i pikantną sproszkowaną papryką.


Cudowny, gęsty i aromatyczny sos gotowy : ))

Nakładamy na talerz makaron, polewamy sosem. Jeżeli mamy taką potrzebę to posypujemy parmezanem czy też ozdabiamy listkiem świeżej bazylii.

I gotowe ! Smacznego.



Przy poprzednim poście zachwycałam się sosem. Skoro wtedy się zachwycałam to nie wiem co mam teraz napisać. Sos wyszedł naprawdę przepyszny, miał głęboki smak i był gęsty i strasznie aromatyczny. Dodałam sporo papryki sproszkowanej, więc był też dosyć pikantny.

Z tak prostych produktów wyszło coś naprawdę pysznego. Porcja sosu starcza dla 3-5 osób.


Obiad zrobiony to można zajadać a przy okazji i np. poczytać.
Lubicie czytać ? Ja uwielbiam. Jest to moja kolejna największa pasja zaraz po gotowaniu. Aczkolwiek z książek kucharskich nie korzystam. Lubie książki do 'czytania'. Lubię się zagłębiać w historie i łapać na tym, że jestem wśród bohaterów książki i w ich świecie. Ile historii można poznać, w ilu światach się znaleźć, ile stron przełożyć i godzin spędzić nad książką - magia !


 

Po raz kolejny zachęcam do polubienia fanpage'a bloga na Facebooku (odnośnik u góry bloga), a wasze komentarze i opinie są zawsze bardzo mile widziane. Bardzo ! : )


Do usłyszenia ! : *

sobota, 28 czerwca 2014

43.pasta z avokado.

Matko Boska ... minął przeszło miesiąc a tu cisza, spokój i zero niczego. Aż mi się przykro zrobiło. No ale niestety doba ma tylko 24 godziny i co bym nie zrobiła to tego nie zmienię. A działo się u mnie ostatnimi czasy sporo i w sumie nadal jeszcze się dzieje i nie mogłam sobie pozwolić na kulinarne szaleństwa większe czy mniejsze + pisanie posta + obrabianie zdjęć. No nie mogłam definitywnie. Ale w końcu jest czas więc jest i post.

Trochę pogoda gdzieś umknęła co nie ? Bo ja jakoś nie czuje że od tygodnia mamy lato. W pierwszy dzień lata w zacnym gronie byłam na meczy w futbol amerykański i siedziałam i mnie owiewało i na mnie padało i nie wierzyłam, że to lato. No ale chyba pierwszy dzień nie jest zapowiedzią na całe wakacje co ?

Tym co się takiego u mnie działo czy dzieje podzielę się następnym razem, a teraz już czas na idealna do kanapeczek pysznie orzeźwiającą i pikantną pastę z avokado.


składniki.

avokado - 1 sztuka
sok z połowy cytryny
jajka - 3 sztuki
cebula - 1 średnia sztuka
czosnek - 3 ząbki
majonez - 2 łyżki
sól
pieprz


Przygotowanie pasty jest bardzo łatwe a efekt naprawdę smaczny.

Zaczynamy od naszego składnika głównego, czyli avokado. Owoc obieramy, przekrajamy, wyciągamy z niego pestkę i zcieramy na tarce na grubych oczkach.






Następnie nasze avokado skrapiamy sokiem z cytryny, który doda kwaskowatego smaku a dodatkowo spowoduje, że avokado nie ściemnieje.


Jajka gotujemy na twardo (8 minut od momentu zagotowania wody). Jajek nie powinno gotować się dłużej niż 10 minut, bo przybierają wtedy nieładny szarawy kolor i jest mniej smaczne. Jajka po ugotowaniu drobno kroimy i dorzucamy do avokado.





Następnie drobno siekamy cebulę i czosnek (który można tez wycisnąć - jak kto woli) i dodajemy je do pozostałych składników.





Do pasty dodajemy majonez i całość mieszamy tak, aby składniki się dobrze ze sobą połączyły. Na sam koniec pastę solimy i pieprzymy do smaku. Polecam nie żałować pieprzu, naprawdę fajnie łączy się z avokado.

No i to tyle. Cała filozofia.


Smacznego !

Jak widać pasta z avokado to w sumie zerowy poziom trudności. Gwarantuje wam za to, że efekt smakowy jest mega. Pasta idealnie nadaje się na pieczywo. Jest połączeniem orzeźwienia, kwasowości i pikanterii. Jak dla mnie - super.


Moim zdaniem smak samego owocu avokado powalający nie jest, ale w połączeniu ze składnikami tego przepisu - palce lizać.

Przygotowanie pasty zajmuje 5 minut, a porcja przygotowana z tego przepisu starcza na więcej niż 2 kanapeczki - zaręczam. Więc chyba nikt mi nie powie, że "szkoda czasu". Warto poświęcić chwilę i taką pastę przygotować. Gwarantuję, że jak ktoś zrobi raz to niejednokrotnie to powtórzy.

Nie będę się tu rozpisywać, bo to nie o to chodzi. Chyba ...



Tymczasem zachęcam do komentowania i polubienia fanpag'e tego bloga na FB, tak żebyście zawsze wiedzieli kiedy pojawi się coś nowego.

Do usłyszenia niedługo ! (Obiecuje że naprawdę niedługo)

: *